Tak się złożyło, że przy okazji wyjazdu na Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe spędziliśmy jeden dzień w Sanoku. Była to doskonała okazja, żeby odwiedzić skansen i odświeżyć wspomnienia z dawnych lat. Poprzednim razem byłam tu na początku liceum, więc wspomnienia raczej się zatarły...
Skansen w Sanoku jest największy w Polsce, pod względem liczby obiektów. Jest dość rozległy i spokojne obejście całego terenu zajmuje kilka godzin. Ze względu na położenie, najwięcej budynków nawiązuje do tradycji okolicznych rejonów. Najczęściej są to budynki drewniane, posadowione w taki sposób, że przypominają wsie bojkowskie.
Poszczególne obejścia mają zarówno budynki mieszkalne jak i gospodarcze, wokół których założono ciekawe ogródki. Brakowało mi jedynie żywych zwierząt...
W ogródkach uprawiane są podstawowe rośliny użytkowe, pomiędzy którymi posadzono "babcine" rośliny ozdobne: liliowce, malwy, goździki. Jedynie zagrody górskie, typowe łemkowskie są bardziej surowe, a duże chałupy mają w jednym budynku część mieszkalną i gospodarczą. Takie stare domy można niekiedy zobaczyć i w naszej i w ukraińskiej części Karpat.
Poza zabudowaniami mieszkalnymi, w skansenie można obejrzeć drewniany kościół i cerkiew.
Drewniane świątynie są zachowane w dawnym kształcie, z dawnym wyposażeniem, a ich unikalne wnętrze potęguje wrażenie cofnięcia się w czasie.
Wnętrze jednej z trzech cerkwi z zachowanym ikonostasem. A poniżej wnętrze XVII-wiecznego kościoła.
W części skansenu odtworzono galicyjskie miasteczko, tworząc tzw. Galicyjski Rynek. Drewniane domy otaczają tutaj dość duży brukowany plac, a w wielu wnętrzach ulokowane są działające warsztaty rzemieślnicze.
O wnętrzach budynków opowiem następnym razem, a teraz zachęcam do spędzenia w tym skansenie kilku godzin. I dorośli i dzieci nie będą się nudzić!
Oficjalna strona: tutaj,
a o innych skansenach, które odwiedziłam przeczytasz tu.








