wtorek, 23 lipca 2013

Ogrody w Szwajcarii: Skansen w Ballenberg

W ostatnim tygodniu odwiedziliśmy skansen w Ballenberg (więcej tutaj), u podnóża Alp we wschodniej części Szwajcarii. W skansenie zgromadzono zabudowania o różnym charakterze: typowo wiejskie duże zagrody, domy rzemieślników, skromne szałasy pasterzy, zamożne domy z małych miasteczek. Z wielką pieczołowitością odtworzono przy nich także  ogrody, oczywiście - adekwatnie do zamożności dawnych gospodarzy.
Przy skromnych domkach, ogród ma charakter praktyczny: warzywa, owoce i zioła. Natomiast przy zamożnych domach odnajdujemy duże ogródki o charakterze częściowo ozdobnym. Poza grządkami warzywnymi, na rabatach rosną kwiaty, a furtke okala wspaniała róża pnąca.
Z zazdrością patrzyłam na wypielęgnowane niskie obwódki bukszpanowe prowadzące od różanej furtki wgłąb tego małego królestwa.

Tuż przy domu zauważyłam uroczą rabatkę typu "spontaniczny chaos, kwitnie co się wysiało". Rozpoznałam tu złocień maruna, werbenę i coś nie znanego, ale jak wspaniale dobrane kolory!
Zachwyciło mnie jeszcze coś innego: na ścianie domu poprowadzona została grusza. Widziałam w książkach taki sposób przycinania i naginania gałęzi drzew owocowych. Często stosuje się go w ogrodach angielskich i niemieckich. Pomyślałam, że zaplecze w postaci ściany domu stanowi także dodatkową zimową ochronę dla drzewa.
A całe obejście, należące niegdyś do zamożnego fryzjera, wygląda tak (spójrzcie na gruszę!).
Kolejny raz pomyślałam, jak dobrze, że w skansenach dba się też o miłośników ogrodnictwa, jak wiele inspiracji dostarczają takie wycieczki!

piątek, 12 lipca 2013

Ogród Botaniczny w Warszawie

Odwiedziłam wczoraj Ogród Botaniczny UW w Warszawie. Pomyślałam, że bywam tu zbyt rzadko, a szkoda!
Od dziecka, lubiłam tu przychodzić i spacerować w części poletek z roślinami posadzonymi w porządku systematycznym. A potem, bywałam tu na zajęciach z botaniki. A potem już coraz rzadziej, bo praca, praca, praca..
W lipcu cudownie kwitną rozmaite gatunki szałwi:
Ostróżki, rozwary i inne wysokie byliny:
I dorodne okazy żeleźniaków:
Wiele, wiele inspiracji. A w najbliższy weekend będzie XI Festiwal Róż (więcej tutaj...)

niedziela, 30 czerwca 2013

Wakacyjny poranek

Sobotni poranek na Trakcie Królewskim w Warszawie. Wyjątkowa chwila, którą zawdzięczam konieczności odwiezienia córki na poranny pociąg. Jest bardzo wcześnie, kafejki dopiero się otwierają, mieszkańcy wyprowadzają psy a turyści niespiesznie spacerują. A my pomiędzy: ani mieszkańcy, uciekliśmy kilka lat temu właśnie z tych okolic, ani turyści, ciagle bywamy tutaj kilka razy w tygodniu...
W dni robocze, w ciągu roku akademickiego, zazwyczaj nie mam szansy być tutaj o tak wczesnej porze, z przyjemnością przysiadamy na kawie i ciasteczku. Mija krótka chwila i....
Dasz troszkę serniczka? Tylko troszkę? Kilka okruszków?
Mniam, pyszny serniczek!
Spacerujemy spokojnie, zaglądając na skwery, które zazwyczaj mijamy, nawet nie pieszo, ale przejeżdżając samochodem... Jeden z moich ulubionych to skwer na rogu Krakowskiego Przedmieścia i ulicy Karowej. Kilka lat temu przeszedł gruntowną modernizację, dosadzono wiele ciekawych ozdobnych roślin. Wstyd powiedzieć, ostatnio byłam tu w marcu, kiedy kwitł oczar!
Na skwerze często organizowane są plenerowe wystawy fotograficzne. Teraz warto zobaczyć fotografie zrujnowanej Warszawy, zrobione w 1947 roku.
Plansze ze zdjęciami wpisują się w sieć ścieżek i klombów, między którymi pozostawiono piękne tradycyjne latarnie. Na klombach zaskoczyło mnie ciekawe zestawienie: purpurowy perukowiec podsadzony lawendą!
Bardzo energetyczne zestawienie kolorów: purpurowy i fioletowy, a miejscami jeszcze dodatkowo: odrobinka żółtej tojeści.
Pod starymi topolami uzupełniono nasadzenia krzewów, poza oczarem posadzono hortensje, które lada dzień zakwitną, funkie i bodziszki. Stare iglaki uporządkowano i teraz ten mini park wygląda naprawdę atrakcyjnie.
Wracamy spacerem do samochodu, a potem do domu, zostawiając za sobą miasto, w którym coraz więcej spacerowiczów, turystów, wycieczek....

środa, 12 czerwca 2013

Żywy skansen pod ochroną UNESCO

Podczas wyjazdów nie tylko przyrodniczych, tym co bardzo przyciaga moją uwagę jest tradycyjne budownictwo i skanseny. W rejonie Wielkiej Fatry, na Słowacji, znajduje się unikalny skansen.
Jego unikalność i atrakcyjność ma wiele powodów. Po pierwsze - wyjatkowe położenie. Wieś Wilkoliniec (Vlkolinec) leży w dolinie, ale na wysokości 718 m.n.p.m. Dojazd wąską szosą nie jest łatwy, a kolejne zabudowania wyrastają jedne nad drugimi.
Trudno sobie wyobrazić jak ciężko dotrzeć tutaj przez zimowe ośnieżone drogi albo po wiosennych roztopach. Ponad wsią rozpoczynają się liczne szlaki turystyczne, rowerowe, ale przecież wieś jest przede wszystkim miejscem, gdzie od kilkuset lat ludzie żyją, pracują, uprawiają rolę.
Pomimo zniszczeń wojennych, migracji młodych do miasta, Wilkoliniec jest ciagle zamieszkany, choć wiele domów to domy wynajmowane turystom. Równocześnie, ze względu na unikalny charakter całej wsi, w której jedynie pojedyncze domy są murowane, została ona wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO i funkcjonuje jako skansen.We wsi w starej szkole działa galeria sztuki i rękodzieła, często odbywają się festyny i inne imprezy.
Każdy z domów jest inny, choć wszystkie podobne.
Każdy z domów zadbany, czyściutki, ukwiecony.
A przed domami, małe rabatki z najbardziej odpornymi roślinami okolone płotkami z badylków.
Domy mają równocześnie część mieszkalną, bardziej szykowną i od frontu, a w głębi obejścia przechodzą w część gospodarczą, zazwyczaj już nie używaną.
Jest duży kontrast między spokojem tych zabudowań, trwających w tym miejscu od bardzo dawna  a pośpiechem turystów wysypujących się z kolejnych autokarów mozolnie podjeżdżających pod górkę.
Może jest to ciekawe miejsce na spokojny urlop, zwłaszcza poza sezonem?
Ja mam dużo sentymentu do tego miejsca, i z przyjemnością wplotę je w kolejne wyjazdy.
Więcej informacji, także po polsku tutaj: Informacja o wsi Vlkolinec.

wtorek, 4 czerwca 2013

Skansen orawski

W Zubercu, a raczej przy drodze prowadzącej z Zuberca w Tatry położony jest malowniczy Skansen Orawski (czyli Muzeum oravskiej dediny). Bliźniacza placówka, po polskiej stronie znajduje się w Zubrzycy.
W słowackim skansenie zgromadzono wiele budynków i całych zagród z dużego terenu Orawy. W tymmiejscu nie było nigdy osady, zatem całe założenie zaplanowano od nowa. Są tutaj uliczki małomiasteczkowe z warsztatami rzemieślników, gdzie można kupić cudne gliniane przydasie.
Są także częsci typowo wiejskie, od bardzo biednych chłopskich chałup po zamożne domy o charakterze dworskim, z zachowanym albo odtworzonym wyposażeniem.
Wokół domów pieczołowicie uprawiane są ogródki, z tradycyjnymi uprawami: warzyw, zbóż i lnu.
Z kolei domy mieszkalne ozdobiono pelargoniami w ludowych, glinianych naczyniach. Pewnie kiedyś tak nie było, ale jakie to urocze...
Skansen jest otwarty codziennie, przez cały rok. Można wypożyczyć krótki przewodnik z opisami w języku polskim, czasem komicznie przetłumaczonymi.

Wizyty w skansenach są dla mnie zawsze ciekawym etnograficznym doświadczeniem i chwilą zadumy jak szybko zmienia się świat wokół nas...
Oficjalna strona skansenu tutaj:Skansen orawski w Zubercu.


środa, 29 maja 2013

Wyjazd idealny

Postanowiliśmy przedłużyć kolejny długi weekend w tygodniowy urlop.
Szukaliśmy wymarzonego miejsca.
Miało być zielono i dość bezludnie.
Z malowniczymi miasteczkami i starymi kościółkami.
Z elementami dbałości o ślady przeszłości.
Do tego - dla mnie kilka ścieżek edukacyjnych, najchętniej na tofowiskach.
I jeszcze tylko - wysokie góry, żeby można było pochodzić.
Znaleźliśmy cudowny rejon, spełniający nasze dość wyszukane oczekiwania. Do tego dodam mało turystów, ale otwarte codziennie punkty informacji turystycznej, jadłodajnie i sklepiki z pamiątkami, karczmy i inne restauracje z cudownym lokalnym jedzeniem, również.
Jesteśmy zatem na wyjeździe idealnym, w Słowackich Tatrach Zachodnich, około 20 km za południowa granicą Polski, gdzie nie ma hałasu, tłumów, wycieczek szkolnych i można wyłączyć służbowy telefon.

Udanego długiego weekendu życzę, nam się już udało!

wtorek, 14 maja 2013

Po prostu Biebrza...

Wszystko co trzeba wiedzieć o Biebrzańskim Parku Narodowym można przeczytać w innych miejscach.
W maju zdecydowanie warto wybrać się nad Biebrzę. Jest to chyba najciekawszy przyrodniczo moment. Zielona i rozkwitająca roślinność, bogactwo ptaków. Jest na co patrzeć. Jest gdzie wędrować.
Można, a nawet trzeba zaopatrzeć się w wysokie kalosze i lornetkę i wędrować. Od świtu do wieczora.
W wielu miejscah rozlewiska są nie do przejechania ani nie do przejścia nawet w kaloszach. Ale warto pojechać, pochodzić i znaleźć swoje ulubione miejsca.
Oglądać bogactwo ptaków: rybitw, bocianów, żurawi. Wypatrzeć w trawie dość częste bataliony i zupełnie rzadkiego rycyka. Posłuchać wodniczki i trzcinnika. A wieczorem po prostu odpocząć przed kolejnym świtem, kiedy wyrusza się aby oglądać, wypatrzeć i posłuchać...

Mam nadzieję, że zachęciłam Was...