środa, 1 czerwca 2016

Warszawski nowoczesny park...

Rzadko kiedy w dużym mieście powstaje nowy park. Niekiedy dobrą okazją jest rewitalizacja dużej części dzielnicy. Tak było na warszawskiej Woli, która stopniowo, od kilku lat przestaje być dzielnica fabryczną, a staje się nowoczesną dzielnicą biurowo-mieszkaniową. Szczęśliwie, poza szklanymi biurowcami znalazło się tutaj miejsce także na Park Europejski.
Kiedyś takie miejsca widywaliśmy tylko w wielkich metropoliach, gdzieś na końcu świata. A tu proszę, wsiadamy w II linię metra i już.
Najwyższe biurowce, są świeżutkie, jeszcze lśniące, natomiast niższe budynki, po drugiej stronie ulicy Towarowej jeszcze nie tak dawno były smutnymi fabrykami. Trudno teraz sobie to wyobrazić, ale w widocznym na środku budynku banku, mieściła się fabryka żarówek im. Róży Luksemburg, a przyszli studenci UW musieli odbyć tam miesiąc praktyk robotniczych...
Takie dawne warszawskie "ostańce" zaglądają do nowoczesnego ogrodu prawie z każdej strony...
 
Zaprojektowanie od zera parku w tak sterylnym szklanym otoczeniu nie jest łatwe. Wykorzystano tutaj dosłownie kilka gatunków drzew, posadzonych w bardzo różnej formie. Najniższe piętro zajmują gęste żywopłoty grabowe, które są przycięte w przestrzenne bryły.
Wyższe piętro, dosyć nietypowo tworzą glediczje trójcierniowe w odmianie limonkowej Sunburst, która daje niesamowity kontrast zwłaszcza z odbiciem deszczowych chmur w szklanych murach...
Jak widać nawierzchnia jest mieszana: kamienne płyty i drobny żwir w odcieniu kawy z mlekiem. Co ciekawe, nie zaplanowano ani jednego fragmentu trawnika. Przestrzenie między roślinnością urozmaicają zbiorniki wodne z fontannami... Obawiam się, że jesienią mogą być malowniczo usłane liśćmi, ale zakładam, że projektant wiedział co robi...
W głębi skweru umieszczono bardzo nowoczesną konstrukcje pawilonu wystawienniczego, który w poszczególnych "komórkach" prezentuje pojedyncze eksponaty sztuki bardzo współczesnej.
Całość wygląda jak obła gąsienica... a jej miękka owalność czy nawet kulistość bardzo kontrastuje z ostrymi krawędziami szklanych biurowców.
To czego bardzo mi brakuje to przytulne miejsca do siedzenia. Wymyślne kształty ławek bez oparcia są ciekawe, ale kto na nich usiądzie? W kilku miejscach mamy zestawy mebli paletowych, ale w tym zestawie wyglądają jakby stały przed fototapetą...
Trudno mi sobie wyobrazić, jak w porze lanczu w biurowców wychodzą piękne kobiety biznesu i w swoich zazwyczaj nieskazitelnych strojach siadają z kawką na takich fotelach...
Ciekawym dodatkiem jest też zbiornik wodny, w którym na specyficznych donico-wyspach posadzono drzewa iglaste (cyprysiki błotne?) podsadzone irgami. Widok ciekawy i odbicia w tafli wody interesujące...
Podsumowując, to ciekawe miejsce, moim zdaniem mało zachęcające do dłuższego przebywania, ale na pewno dodaje ożywczej świeżości pomiędzy biurowcami na Woli.
Warto odwiedzić Park Europejski, warto tu przyprowadzić gości, warto zobaczyć, jak fajnie może współistnieć nowe ze starym, zimne szkło z miękką zielenią...
 
***
Informacje praktyczne:
Plac Europejski leży bezpośrednio przy budynku Warsaw Spire, przy ul. Towarowej.
Informacja w portalu Tu Wola tutaj (klik)
Informacja o projekcie w portalu bryła.pl tutaj (klik)
 
***
 
 
Jak Wam się podobają takie nowoczesne miejsca?






wtorek, 24 maja 2016

Biurowo i łąkowo zarazem...

Piszemy czasem na naszych blogach o zieleni miejskiej, o skwerach, parkach i zieleńcach. Dziś przed pracą odwiedziłam z aparatem miejsce, które już dawno przyciągało moją uwagę.
Taka kwietna łąka. Wcale nie pokazowa, tylko całkiem rzeczywista.
Podglądam ją już drugi sezon i radzi sobie całkiem dobrze, choć jednak jest wspomagana podlewaniem. Najpierw w kwietniu pojawiają się narcyzy, a potem stopniowo szpaler kwitnących bylin wymieszanych w cudownym wielokolorowym dywanie.
Teraz, wzrok przyciągają złocienie, ale mamy tutaj i szałwie i krwawniki i rozmaite baldaszki baldaszkowatych...
Miejscami łąka przechodzi w rabatę z krzewów, gdzie teraz królują proste i niezawodne róże.
W niektórych częściach rabaty łąkowej, rośliny nie są tak chaotyczne, ale posadzono je w jednokolorowych skupiskach, co też daje niesamowity efekt.
Bardzo nowoczesny biurowiec jest otoczony wianuszkiem łąkowym...
I przez chwilę można zapomnieć o pewnej bezduszności i bezosobowości takich biurowców...
Ale niestety ten fajny obraz psuje brak miejsc parkingowych, co powoduje, że sąsiednia posesja niestety wygląda tak...
A mogło być sielsko i bajkowo w centrum miasta...
 
 

sobota, 21 maja 2016

Pszczyna - zamek w pięknym parku

Zmierzając do Pisarzowic (tutaj), odwiedziliśmy Pszczynę. Miałam okazję już wcześniej odwiedzić ten wyjątkowy pałac, ale było to w marcu i bardzo przelotem. Dlatego tym razem, zaplanowaliśmy spędzenie tam całego dnia.
Zamek w Pszczynie jest wyjątkową rezydencją magnacką. Źródła podają, że jest to jedyny w Polsce obiekt tego typu, w którym zachowało się w całości oryginalne wyposażenie. Sam budynek otoczony jest parkiem krajobrazowym, w którym jako dodatkowe atrakcje można odwiedzić niewielki skansen i zagrodę żubrów.
Właścicielami dóbr w Pszczynie była w ostatnich przedwojennych latach, rodzina von Hochbergów, do której należał także zamek w Książu. Co ciekawe, w obydwu zamkach eksponowane są pamiątki po pięknej księżnej Daisy, żonie ostatniego właściciela obydwu rezydencji. Warto pamiętać, że Pszczyna dopiero po roku 1920 została włączona do państwa polskiego.
 
Jakkolwiek historia zamku w Pszczynie sięga średniowiecza, to obecny kształt jest stosunkowo współczesny. Rezydencja i park były poddane gruntownej przebudowie, na przełomie XIX i XX wieku. W zamku zachowane są wcześniejsze meble, lustra, papierowe tapety czy nawet dawny bruk i posadzki! Faktycznie, w tym niewielkim budynku, wnętrza zachwycają spójnością i bogactwem dekoracji...
Ciekawe jest także to, że tutejsze Muzeum otwarto już w maju 1946 roku, co z pewnością pozwoliło na zachowanie oryginalnego wystroju wnętrz. Obecny wystrój odpowiada początkom XX wieku, kiedy zakończono gruntowny remont i modernizację, stąd w pomieszczeniach świeczniki są już przerobione na lampy elektryczne, a przy sypialniach znajdują się toalety.
Wystrój wnętrza zachwyca, zarówno jako całość jak i zbiór poszczególnych sprzętów wykonanych misternie, harmonijnych i po prostu pięknych...
W mojej opinii to jedna z ciekawszych i doskonale udostępnionych zwiedzającym rezydencja w Polsce. Oczywiście, spędziliśmy także sporo czasu spacerując w parku otaczającym zamek. Park jest zaplanowany wokół kilku zbiorników wodnych, nad którymi goście spacerują po romantycznych mostkach. Są one na tyle malownicze, że stały się najczęściej fotografowanym motywem w pszczyńskim parku...
W maju uwagę spacerujących przyciągają przede wszystkim kwitnące różaneczniki. W sprzyjającym, łagodnym klimacie, osiągają tutaj imponujące rozmiary.
Nad stawami kwitną zarówno różaneczniki jak i delikatniejsze azalie, oczywiście z mostkami w tle...
Innym mostkom towarzyszą rozrośnięte klony palmowe...
A spacer nad stawami pozwala zachwycać się kolejnymi ciekawymi kompozycjami...
I jeszcze...
 

Zamek w Pszczynie bardzo przypadł nam do gustu, wpisaliśmy go na listę miejsc, do których jeszcze będziemy chcieli powrócić... A tym razem pojechaliśmy dalej, do królestwa różaneczników...
 
Oficjalna strona z wszystkim informacjami praktycznymi - tutaj (klik) Piękne miejsce na popołudniową herbatkę, prawda?
 
 
 

 

poniedziałek, 16 maja 2016

Wyjątkowa willa w Otwocku...

"Kto chce mieć pojęcie o ogólnym charakterze Otwocka, powinien go odwiedzić dwa razy przynajmniej: raz w końcu maja lub w czerwcu, gdy świeżo rozpuszczone pączki sosnowe napełniają powietrze niezrównanym aromatem, gdy wille otwockie toną wśród kwiatów bzu, jaśminów, a później akacji, gdy cały Otwock wre życiem i gwarem licznych letników - drugi zaś raz - wśród zimy, gdy śniegi spadłe pokryją białym całunem lasy tutejsze - i nad Otwockiem zapanuje majestatyczna cisza." W. Czaplicki, Przewodnik po Otwocku, 1906

Są w naszej okolicy i takie zakątki. Sięgające korzeniami do pierwszych lat XX wieku, kiedy Otwock stał się szybko rozwijającym się uzdrowiskiem. Ze względu na suchy klimat i zatopienie w sosnowych lasach typowe letnisko powoli przeradzało się w "leśną stację klimatyczną". To zupełnie niesamowite, w roku 1925 w Otwocku spisano: 2 hotele, 40 pensjonatów, 1300 willi i dworków z łączną liczbą pokoi gościnnych 4480!
Spisy gości uzdrowiska mówią o rocznej frekwencji około 14 000 osób w 1928 roku, z których większość spędzała tu kilka miesięcy, a nawet lat lecząc przede wszystkim choroby dróg oddechowych. Wiele osób korzystając ze specyficznego mikroklimatu doznawało ulgi w cierpieniach gruźliczych, której przecież przed odkryciem antybiotyków, nie leczono w dzisiejszym rozumieniu.
Na potrzeby coraz liczniej przybywających koleją gości rozbudowywano drewniane wille w specyficznym stylu zwane "świdermajerami", lub po prostu "drewniakami". Wiele z tych budynków zaopatrzono w szerokie werandy i tarasy, umożliwiające gościom leżakowanie.
Największym uzdrowiskiem był pensjonat Abrama Górewicza. Źródła podają, że ten imponujący budynek jest największym drewnianym pensjonatem nie tylko w naszej okolicy, ale także w Europie. Co ciekawe, powstawał on stopniowo, w latach 1906-1921, a ostatecznie składa się aż z siedmiu skrzydeł zanurzonych w sosnowym lesie.
Na południe wysunięte są rozłożyste werandy, a od strony wschodniej - ulokowano raczej niewielkie pokoiki mieszkalne.
Pensjonat był niezwykle elegancki i nowocześnie wyposażony. Gości zachęcały foldery reklamowe:
Oczywiście, nadejście wojny przerwało rozwój otwockiego uzdrowiska. Obecnie miasto nie ma oficjalnie takiego statusu, choć do dziś dział tu kilka dużych kompleksów szpitalnych, także związanych z chorobami płuc. Imponujący gmach sanatorium Górewicza przechodził przez różne ręce, ostatecznie trafiając do inwestora, który obiecał odtworzenie w nim jednostki leczniczej.
Prace remontowe trwają, a mieszkańcy zabiegają o zachowanie nielicznych pozostałych stuletnich "drewniaków". Nawet jeśli oczekiwania dzisiejszych kuracjuszy są wyższe niż kiedyś, to nadal budynki te zachwycają urokliwymi detalami...
W wielu nowych budynkach, prywatnych i publicznych przywołuje się podobne detale...
W 1906 roku, Przewodnik po Otwocku tak widział przyszłość tych okolic: "Z czasem nie będzie to już miejscowość przeważnie dla chorych przeznaczona, lecz i dla tej ludności Warszawy, która pracując i działając w Warszawie, zechce zamienić niezdrowe, a coraz droższe mieszkania stołeczne, życiem wśród przyrody."
Aby promować piękno dawnych budynków sanatoryjnych, co roku organizowane są Festiwale Świdermajer - tutaj. Wydawane w formie reprintów są też dawne teksty, reklamy i zdjęcia - tutaj. W pewnym sensie, budynki te żyją jako świadectwo unikalnej dawnej świetności tego obszaru, choć pewnie wolelibyśmy widzieć je w lepszym stanie...
 
Dla zainteresowanych:
Pensjonat Abrama Górewicza - informacje wikipedia
Apel mieszkańców o odbudowę pensjonatu - kwiecień 2014
Informacja o rewitalizacji - kwiecień 2016

Może kolejnej wiosny już będą widoczne postępy w odbudowie tego niesamowitego budynku?

Korzystałam z publikacji: Robert Lewandowski: Kronenberg, Andriolli i wilegiatura czyli podwarszawskie letniska linii otwockiej, 2012