Jak widać, wszędzie jeszcze leży dużo śniegu, choć nawet w cieniu termometr pokazywał ok 10 stopni. Tereny między wałem a rzeką są nieużytkami.Nawet jeśli przecinają je drogi, to prowadzą praktycznie donikąd. Właśnie teraz na styku zimy i wiosny widać subtelne różnice w kolorach składających się na paletę barw ziemi, krzewów tarniny, liści dębów, kory starych wierzb i wysokich topoli.
Oczywiście, jak w wielu miejscach w mojej okolicy, po horyzont ciągną się pola nawłoci. Widać jak bardzo jest to roślina ekspansywna, zarastająca zaborczo dawne łąki.
Cudownie prześwietlone promykami słońca nasiona nawłoci rozsieją się wszędzie wokół i efekt będzie co prawda malowniczy ale niszczący dla innych roślin. W pewnym sensie nawłocie zastąpiły całe piętro roślinności: traw, łąk kwietnych, pastwisk.
Spacerując po tych bezdrożach nie dotarliśmy bezpośrednio do głównego nurtu Wisły, wokół niego jest wiele starorzeczy, tajemniczych jeziorek i rozlewisk. Wszystkie one są zamarznięte i minie jeszcze kilka dni zanim pojawią się tu ślady tegorocznej wegetacji.
W oddali, w wartkim nurcie Wisły pokrzykują kaczki i łabędzie. Na naszym brzegu słychać już radosne sikorki.
Trasa: ok 8-8,5 km.























