Wyjechałam na chwilkę nad morze. Służbowo, ale zawsze choć krótki moment urwany dla siebie.
Jak jest na przedwiośniu nad morzem?
Równie malowniczo jak w lecie, a może jeszcze bardziej...
Zatoka w Pucku jeszcze zamarznięta. Przelatują klucze ptaków..
W Jastrzębiej Górze pojedyncze starsze osoby spacerują uliczkami, a w pensjonatach trwają remonty.
Plaża opuszczona, błękit nieba lipcowy.
Trwają prace budowlane stabilizujące osuwiska na klifie.
Wracamy wąwozem, gdzie cienie drzew robią niesamowite wzory.
Czekamy na zieleń!
czwartek, 11 kwietnia 2013
niedziela, 24 lutego 2013
Zamki Jurajskie cz.3: Olsztyn
Ostatnim z odwiedzonych przez nas zamków był zamek w Olsztynie.
Już w połowie XIV wieku, z rozkazu Kazimierza Wielkiego na rozległym wzgórzu zbudowano zamek, który w latach późniejszych ulegał licznym przebudowom. W czasach największej świetnosci miał dwie części podzamcza i trzy części zamku.
Podobnie jak inne zamki w tej okolicy, również i zamek w Olsztynie ostatecznie popadł w ruinę po potopie szwedzkim.
Obecnie, pozostały nieliczne wieże oraz zarys murów obronnych z niewielkimi fragmentami ścianek.
Najbardziej charakterystyczna wieża - z ceglanym zwieńczeniem datuje się aż na połowę XIII wieku.
W lecie na terenach okalających zamek w sezonie często odbywają się imprezy historyczne i pokazy rycerskie. Jednak w szarej i mglistej scenerii zamek wygląda troszkę ponuro, w oddali majaczą kominy zakładów przemysłowych nieodległej Częstochowy...
Już w połowie XIV wieku, z rozkazu Kazimierza Wielkiego na rozległym wzgórzu zbudowano zamek, który w latach późniejszych ulegał licznym przebudowom. W czasach największej świetnosci miał dwie części podzamcza i trzy części zamku.
Podobnie jak inne zamki w tej okolicy, również i zamek w Olsztynie ostatecznie popadł w ruinę po potopie szwedzkim.
Obecnie, pozostały nieliczne wieże oraz zarys murów obronnych z niewielkimi fragmentami ścianek.
Najbardziej charakterystyczna wieża - z ceglanym zwieńczeniem datuje się aż na połowę XIII wieku.
W lecie na terenach okalających zamek w sezonie często odbywają się imprezy historyczne i pokazy rycerskie. Jednak w szarej i mglistej scenerii zamek wygląda troszkę ponuro, w oddali majaczą kominy zakładów przemysłowych nieodległej Częstochowy...
czwartek, 14 lutego 2013
Zamki Jurajskie cz. 2: Ogrodzieniec
Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu jest najbardziej imponującym zamkiem Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jest bardzo rozległy, wznosząc się na najwyższym wzniesieniu Jury, ponad dachami domów, budek z goframi, pawilonami z lodami itd. Jego charakterystyczna sylwetka z prawie bajkowymi wieżami jest umieszczana na wielu mapach, folderkach i materiałach promujących szlak Orlich Gniazd.
Okres świetności zamku w Ogrodzieńcu przypadał na XVI wiek, kiedy na bazie starszej warowni rozbudowano go w renesansowy zamek obronny. Pomimo zniszczeń w czasach potopu szwedzkiego, był zamieszkały aż do poczatku XIX wieku, znacznie dłużej niż pozostałe warownie na szlaku Orlich Gniazd.
Obecnie jest zabezpieczoną i udostępnioną do zwiedzania ruiną.
Nawet teraz, nie sposób nie docenić kunsztu budowniczych, którzy nadbudowali tę warownię nad gigantycznymi skałami.
Ścieżka wokół Zamku wije się między włączonymi w mury obronne ostańcami wapiennymi o przedziwnych kształtach. Każdy, nazywając je, widzi w nich co innego: Lalkę, Wieszczkę, Niedźwiedzia...
W Podzamczu, w ostatnich latach, otworzono bardzo nowoczesny hotel i spa, wart odwiedzenia choćby ze względu na wyjątko harmonijne wpisanie budynków, basenu, sal konferencyjnych pomiędzy skały. Wokół zamku odbywają się rozmaite imprezy: turnieje rycerskie, pokazy władania bronią itp. Na okolicznych wzgórzach jest wiele szlaków turystycznych, pieszych i rowerowych.
Dla nas ciekawe jest odwiedzanie takich miejsc, poza sezonem, bez tłumów, wycieczek i otoczki komercyjnej, ale w lecie jest więcej możliwości skorzystania z pozostałych, sezonowych atrakcji tego regionu...
Okres świetności zamku w Ogrodzieńcu przypadał na XVI wiek, kiedy na bazie starszej warowni rozbudowano go w renesansowy zamek obronny. Pomimo zniszczeń w czasach potopu szwedzkiego, był zamieszkały aż do poczatku XIX wieku, znacznie dłużej niż pozostałe warownie na szlaku Orlich Gniazd.
Obecnie jest zabezpieczoną i udostępnioną do zwiedzania ruiną.
Nawet teraz, nie sposób nie docenić kunsztu budowniczych, którzy nadbudowali tę warownię nad gigantycznymi skałami.
Ścieżka wokół Zamku wije się między włączonymi w mury obronne ostańcami wapiennymi o przedziwnych kształtach. Każdy, nazywając je, widzi w nich co innego: Lalkę, Wieszczkę, Niedźwiedzia...
W Podzamczu, w ostatnich latach, otworzono bardzo nowoczesny hotel i spa, wart odwiedzenia choćby ze względu na wyjątko harmonijne wpisanie budynków, basenu, sal konferencyjnych pomiędzy skały. Wokół zamku odbywają się rozmaite imprezy: turnieje rycerskie, pokazy władania bronią itp. Na okolicznych wzgórzach jest wiele szlaków turystycznych, pieszych i rowerowych.
Dla nas ciekawe jest odwiedzanie takich miejsc, poza sezonem, bez tłumów, wycieczek i otoczki komercyjnej, ale w lecie jest więcej możliwości skorzystania z pozostałych, sezonowych atrakcji tego regionu...
niedziela, 10 lutego 2013
Zamki Jurajskie cz.1: Mirów i Bobolice
Na jednym, skalistym wzgórzu Jury Krakowsko-Częstochowskiej ulokowane są aż dwa imponujące zamki.
Spacer po okolicy zaczynamy od Mirowa. Zamek w Mirowie był od XIV wieku strażnicą rycerską.
Już od czasów Kazimerza Wielkiego bronił zachodnich granic Polski.
Trwał w świetności aż do potopu szwedzkiego, ale od XVIII wieku pozostaje ruiną.
Obecnie trwają prace archeologiczne i konserwatorskie, być może po ich zakończeniu Zamek w Mirowie będzie zrewitalizowany i udostępniony zwiedzającym.
W tej zamlonej, deszczowo-śnieznej okolicy poczuliśmy sie troszkę jak w Irlandii...
Spacer po grzbiecie wzgórza zwanego Grzędą Mirowsko-Bobolicka doprowadził nas do drugiego zamku, w Bobolicach. Zamek ten już w czasach Kazimierza Wielkiego był ważnym ośrodkiem obrony tych terenów, miał rangę zamku królewskiego. Wbudowano go w skałki na wapiennym wzniesieniu, otoczono podzamczemy i murami obronnymi.
Po potopie szwedzkim popadł w ruinę, obecnie znajduje się w rękach prywatnych i w ostatnich latach został odbudowany.
Patrząc na tę troszkę bajkową rekonstrukcję wyobrażamy sobie jak odwiedzane tutaj zamki wyglądały w dawnych czasach swojej świetności.
W sezonie letnim, na Jurze na pewno jest znacznie więcej atrakcji, ale nawet poza sezonem spacer w tej okolicy jest bardzo inspirujący!
Spacer po okolicy zaczynamy od Mirowa. Zamek w Mirowie był od XIV wieku strażnicą rycerską.
Już od czasów Kazimerza Wielkiego bronił zachodnich granic Polski.
Trwał w świetności aż do potopu szwedzkiego, ale od XVIII wieku pozostaje ruiną.
Obecnie trwają prace archeologiczne i konserwatorskie, być może po ich zakończeniu Zamek w Mirowie będzie zrewitalizowany i udostępniony zwiedzającym.
W tej zamlonej, deszczowo-śnieznej okolicy poczuliśmy sie troszkę jak w Irlandii...
Spacer po grzbiecie wzgórza zwanego Grzędą Mirowsko-Bobolicka doprowadził nas do drugiego zamku, w Bobolicach. Zamek ten już w czasach Kazimierza Wielkiego był ważnym ośrodkiem obrony tych terenów, miał rangę zamku królewskiego. Wbudowano go w skałki na wapiennym wzniesieniu, otoczono podzamczemy i murami obronnymi.
Po potopie szwedzkim popadł w ruinę, obecnie znajduje się w rękach prywatnych i w ostatnich latach został odbudowany.
Patrząc na tę troszkę bajkową rekonstrukcję wyobrażamy sobie jak odwiedzane tutaj zamki wyglądały w dawnych czasach swojej świetności.
W sezonie letnim, na Jurze na pewno jest znacznie więcej atrakcji, ale nawet poza sezonem spacer w tej okolicy jest bardzo inspirujący!
czwartek, 7 lutego 2013
Jura Krakowsko-Częstochowska zimową porą
Szukaliśmy ciekawego miejsca na spędzenie kilku wolnych dni. Wybraliśmy Podlesice na Jurze Krakowsko-Częstochowskej. Dla nas same zalety: stosunkowo blisko z Warszawy, wiele ciekawych miejsc w okolicy, doskonale oznakowane szlaki spacerowe, duża całoroczna baza noclegowa (troszkę gorzej z bazą obiadową).
Moje ulubione krajobrazy: niezbyt wysokie wzniesienia, piękne lasy mieszane i bukowe...
Oczywiście ostańce wapienne i wspaniałe skałki.
Do tego liczne ruiny zameczków. Najbliżej nas niewielki zamek Morsko (XV/XI w), wrośnięty w szczyt skały.
A przy nim oświetlony stok narciarski.
Dla każdego coś miłego...
Moje ulubione krajobrazy: niezbyt wysokie wzniesienia, piękne lasy mieszane i bukowe...
Oczywiście ostańce wapienne i wspaniałe skałki.
Do tego liczne ruiny zameczków. Najbliżej nas niewielki zamek Morsko (XV/XI w), wrośnięty w szczyt skały.
A przy nim oświetlony stok narciarski.
Dla każdego coś miłego...
niedziela, 13 stycznia 2013
Zimowe Mazury
Przełom roku spędziliśmy na Mazurach.
Mróz niezbyt duży, ale jezioro Roś i tak zamarzło.
Lubimy takie klimaty, spokojne spacery nad brzegiem jeziora i w lesie, siedliska, gdzie życie biegnie jak kiedyś.
W Sylwestrowy poranek pojechaliśmy do Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie, przy drodze między Rucianym a Mikołajkami. Nawet o tej porze roku każdy znajdzie tam wiele atrakcji.
Ogromne wrażenie zrobiły na nas sowy. Sowa śnieżna, dużo mniejsza i wielkooka pójdźka i ogromne puchacze.
W dużych ogrodzonych wolierach podglądaliśmy rysie i żbiki. Na przestronnych pastwiskach pasły się mieszane stada saren, danieli i muflonów.
Ale prawdziwy dreszcz emocji przyniosło nam spotkanie oko w oko (chociaż przez siatkę) z wilkami.
Po długim spacerze wśród zwierząt dotarliśmy do obreży na przepyszne pierożki z grzańcem.Klimaty jeszcze świąteczne, pies i koty grzejące się między gośćmi. Fantastyczna atmosfera!
Gorąco polecam odwiedzającym Mazury w sezonie i poza sezonem!
Mróz niezbyt duży, ale jezioro Roś i tak zamarzło.
Lubimy takie klimaty, spokojne spacery nad brzegiem jeziora i w lesie, siedliska, gdzie życie biegnie jak kiedyś.
W Sylwestrowy poranek pojechaliśmy do Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie, przy drodze między Rucianym a Mikołajkami. Nawet o tej porze roku każdy znajdzie tam wiele atrakcji.
Ogromne wrażenie zrobiły na nas sowy. Sowa śnieżna, dużo mniejsza i wielkooka pójdźka i ogromne puchacze.
W dużych ogrodzonych wolierach podglądaliśmy rysie i żbiki. Na przestronnych pastwiskach pasły się mieszane stada saren, danieli i muflonów.
Ale prawdziwy dreszcz emocji przyniosło nam spotkanie oko w oko (chociaż przez siatkę) z wilkami.
Po długim spacerze wśród zwierząt dotarliśmy do obreży na przepyszne pierożki z grzańcem.Klimaty jeszcze świąteczne, pies i koty grzejące się między gośćmi. Fantastyczna atmosfera!
Gorąco polecam odwiedzającym Mazury w sezonie i poza sezonem!
niedziela, 4 listopada 2012
Nostalgicznie
Początek listopada to czas odwiedzania grobów bliskich. Odwiedziliśmy kilka warszawskich cmentarzy.
Na cmentarzy Powązkowskim Wojskowym mijamy kwatery powstańców i obrońców miasta z kilku kolejneych wojen.
Na cmentarzu ewangelickim stare grobowce rodzinne przypominają o trudnej historii Warszawy w ubiegłych wiekach.
A wszędzie - przełom jesieni i zimy. Pośpiech i zaduma. Rodzinnie i samotnie.
Na cmentarzy Powązkowskim Wojskowym mijamy kwatery powstańców i obrońców miasta z kilku kolejneych wojen.
Na cmentarzu ewangelickim stare grobowce rodzinne przypominają o trudnej historii Warszawy w ubiegłych wiekach.
A wszędzie - przełom jesieni i zimy. Pośpiech i zaduma. Rodzinnie i samotnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























