sobota, 20 września 2014

Puszcza Kampinoska

Byliśmy w lesie. Tak po prostu.
Wybraliśmy Puszczę Kampinoską, choć to od nas dość daleko. Od Truskawia spacerowaliśmy ścieżką dydaktyczną. Było zaskakująco dużo spacerowiczów, rowerzystów, biegaczy...
Ścieżka bardzo ciekawa, bogata w dodatkowe informacje, biegnie przez różne siedliskach, na których las tez jest troszkę inny: miejscami mroczny i wilgotny, miejscami całkiem suchy i wydmowy.
A wrześniowy las jest tak bardzo kolorowy: grzyby, wrzosy, liście brzozy...
Tworzą się takie mikrokrajobrazy...
Co krok jest inaczej.
A w miejscach po wiatrołomach, są tak piękne wrzosowiska, jak dawno nie widziałam... Wokół tylko idealnie wrzosowy fiolet, o taki...
Dobrego weekendu!

środa, 17 września 2014

Podniebne ogrody Warszawy

Przyszedł czas by kolejny raz powrócić na Powiśle. To w pewnym sensie "moja dzielnica", tutaj mieszkałam przez wiele lat, pamiętam z dalekiej przeszłości obrazy Powiśla, którego już nie ma. Teraz cieszę się zmianami, które dokonują się od kilku lat.
Jedną z pierwszych istotnych zmian w tej dzielnicy był nowy budynek Biblioteki UW z nowatorskim i unikalnym (zwłaszcza jak na tamte czasy) ogrodem na dachu. Do dziś jest to jedno z ulubionych miejsc spacerów, sesji fotograficznych, relaksu nie tylko studentów. W czasie mojego spaceru zwróciłam uwagę na trzy warte polecenia rośliny, które doskonale sprawdzają się od lat. Po pierwsze: żółty powojnik tangucki (Clematis tangutica), który kwitnie prawie cały sezon, rośnie w prawie każdych warunkach i jest taki radosny!
Po drugie: niezastąpiony rozchodnik okazały (Sedum spectabile odm. Autumn Joy), który może jest nudny i widywany dość często, ale jednak w takim łanie robi wrażenie.
Po trzecie: fantastyczny, zdecydowanie zbyt rzadko sadzony powojnik barszczolistny (Clematis heracleifolia), który jest byliną tworzącą zgrabne kępki osypane błękitnymi kwiatami.
Te trzy rośliny są posadzone w częściach dobranych kolorystycznie nasadzeń tworzących ogród żółty, bordowy i szaro-niebieski. Niedaleko od ogrodów na dachu BUW otwarto niedawno ogród na dachu Centrum Nauki Kopernik, a w przyszłości dołączy jeszcze ogród na dachu budynku Wydziałów Lingwistyki UW.  Z poziomu dachu Centrum Nauki Kopernik rysuje się rozległy widok na okolice ze stadionem i mostem Świętokrzyskim.
Ogród na dachu Centrum Nauki ma formę wyniesionych rabat żwirowych, posadzonych w metalowych donicach, nieckach o nieregularnych kształtach. Zarówno w donicach jak i na ścieżkach wysypany jest żwir, co wraz z betonowymi balustradami potęguje wrażenie surowości warunków tu panujących.
Nasadzenia są jednorodne, wykorzystano tu bardzo wytrzymałe i niezawodne gatunków. Co miłe, rośliny są podpisane!
W kompozycjach wykorzystano jedynie kilka roślin: jałowce płożące, wrzosy, trawy, rozchodniki, pięciorniki, bergenie, goździki, kocimiętkę, kosodrzewinę i hortensje.
Pomimo tego pozornie ubogiego zestawu gatunków, kompozycja jest zróżnicowana, a duże płaszczyzny wyraźnie różnica się fakturą, kolorem i kształtem roślin.
Ogród na dachu Centrum Nauki jest inny niż na dachu BUW, choć trudno określić czym różnią się emocje, które wywołuje. Jak dla mnie jest zbyt mało przytulny, nie ma miejsc osłoniętych, zachęcających do posiedzenia. Jak określiła moja córka: nie ma w nim co robić. Można przejść, popatrzeć i już, gdyż nie zachęca on do posiedzenia (na obrzeżach rabat) czy zajęcia się czymś na dłużej.
Nawet jeśli nie spędzimy w tych ogrodach długiego czasu, na pewno warto je odwiedzić. Wstęp do obu jest bezpłatny, ogród na Centrum Nauki jest otwarty krócej, tylko do godz.17.00, a potem można jedynie odwiedzić ogród naziemny, pełen rozmaitych naukowych atrakcji.
 
 
 

niedziela, 14 września 2014

Goryczki w Bieszczadach

Jesienny wyjazd w Bieszczady nie może odbyć się bez spaceru na połoniny. A na połoninach, nawet w trakcie warsztatów fotograficznych, biolog rozgląda się bacznie, aby uchwycić na zdjęciach nie tylko majestat gór, ale także...
...wszędobylskie borówki, w wersji już lekko jesiennej..
...jeszcze zielone buczyny i wytargane wiatrem, prawie bezlistne jarzębiny...
i gdzieś pomiędzy borówkami a trawami w charakterystycznym idealnie kobaltowym odcieniu... goryczka trojeściowa. O taka jak tutaj.
Goryczka trojeściowa (Gentiana asclepiadea) jest bardzo częsta w Bieszczadach na połoninach i w wilgotnych dolinach  poniżej, można ją także spotkać w Beskidach i innych pasmach górskich. Na przełomie sierpnia i września kwitnie tak bujnie, że jej pędy rozkładają się jak fontanny.
Pomimo tworzenia licznych skupisk, jest gatunkiem zagrożonym. W dawnych latach, jej kłącza były wykorzystywane jako surowiec zielarski. Obecnie, od 2004 roku, goryczka trojeściowa podlega całkowitej ochronie.
Jest tak wspaniałym dopełnieniem złotych kolorów jesieni na połoninach...
Jest trująca zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt. Podziwiajmy ją więc z ostrożnością!
Patrząc na zdjęcia, pomyślałam, że kolor goryczki pasuje do niebieskich, odległych pasm górskich na horyzoncie...

czwartek, 11 września 2014

Najstarsza zachowana w Polsce cerkiew - Posada Rybotycka

W minionym tygodniu byliśmy na warsztatach fotograficznych w Bieszczadach. Wykorzystaliśmy te okazję, aby przyjechać na miejsce dzień wcześniej i wybrać się na wycieczkę na Pogórze Przemyskie. Naszym celem była najstarsza zachowana w Polsce cerkiew, która jest jednocześnie jedyną cerkwią o charakterze obronnym: cerkiew pod wezwaniem św. Onufrego w Posadzie Rybotyckiej.
Wydaje się, że tak unikalny zabytek jest oznaczony tablicami informacyjnymi, drogowskazami albo jakąkolwiek inną informacją. Tak nie jest. Posada Rybotycka to skupisko kilku domów, przy drodze zupełnie lokalnej, wykorzystywanej obecnie głównie do przewozu drewna. W pobliżu świątyni nie ma nawet parkingu, parkujemy więc na przystanku PKS pomiędzy równymi stosami ściętego drewna, z nadzieją, że nie przyjedzie żaden z trzech wymienionych na rozkładzie autobusów.
W okolicy uwijają się jedynie pracownicy leśni, nikogo nie denerwuje przeładunek wielkich pni blokujący całą szerokość szosy, gdyż tam skąd przyjechaliśmy od dawna nie ma już żadnej wsi. Prawie asfaltowymi drogami przemieszczają się jedynie zdesperowani turyści (jak my), mieszkańcy (jak leśnicy) oraz samotni rowerzyści.
Cerkiew w Posadzie Rybotyckiej ma charakter budowli obronnej, jej grube mury wzmocnione są dodatkowo przyporami, a tuż pod dachem widać wąskie okienka strzeleckie.
Tak jak napisałam, jest to najstarsza zachowana cerkiew w Polsce, powstała w połowie XIV wieku.Najstarszą częścią o wyraźnie gotyckim charakterze jest wschodnia ściana szczytowa.
Budynek jest zamknięty i znajdujące się we wnętrzu unikalne polichromie nie są udostępniane zwiedzającym. Znalazłam bardzo ciekawą stronę, gdzie poza historią tej świątyni znajdują się także cyfrowe odwzorowania polichromii z jej wnętrza. Zobaczcie tutaj.
 
I tak wędrując między śladami po wsiach, których już nie ma, odwiedziliśmy świątynię, która była istotnym ośrodkiem średniowiecznego życia kulturalno-religijnego w tej okolicy.
 
 

piątek, 29 sierpnia 2014

Góry Świętokrzyskie - piękna buczyna

Góry Świętokrzyskie są niższe od innych pasm górskich w Polsce i w konsekwencji, aż po wierzchołki porośnięte są pięknymi lasami. W wielu miejscach, lasy te zachowały charakter pierwotnych lasów mieszanych i podlegają ochronie w licznych rezerwatach. Co ciekawe, w Górach Świętokrzyskich występuje tzw. żyzna buczyna karpacka, która tutaj pozostała na niższych wysokościach niż w karpackich dolnych reglach.

Buczyna karpacka jest zbiorowiskiem lasu mieszanego, w którym dominują dwa gatunki: jodła i buk. Ponieważ obydwa gatunki tworzą dość zwarte korony, w lecie dno lasu jest ciemne, można nawet mieć wrażenie, że ponure. Do podstawy drzew dociera niewiele światła, dlatego mało jest tu krzewów, krzewinek, w najciemniejszych miejscach nie ma w ogóle runa leśnego.
W takich warunkach, doskonale kiełkują nasiona buków i jodeł, tworząc zgrany duet: u podnóży buków kiełkują jodły,  i odwrotnie, małe buki towarzyszą starym jodłom. W pewnym sensie te dwa gatunki zastępują się wzajemnie. W bardziej słonecznych partiach lasów, spotykamy nieliczne jarzębiny, które są istotnym gatunkiem rozpoczynającym zarastanie gołoborzy.
W trakcie spacerów w Górach Świętokrzyskich warto zwrócić uwagę właśnie na strukturę lasu, zupełnie innego niż bory sosnowe na Mazowszu czy na Mazurach. Przy najczęściej uczęszczanym szlaku, od klasztoru na św. Krzyżu wytyczono bardzo ciekawą ścieżkę edukacyjno-przyrodniczą. Wzdłuż trasy mijamy ciekawe tablice informacyjne, z najważniejszymi informacjami podanymi w prosty i ciekawy sposób. Ścieżka biegnie równolegle do bardzo uczęszczanej asfaltowej ulicy i jest chyba za mało rozreklamowana, większość osób wybiera spacer asfaltem...
Chciałabym zobaczyć na takich ścieżkach uczniów z nauczycielami, chciałabym, żeby kiedyś ktoś mnie tak uczył. A teraz chciałabym mieć kilka dni jesiennego urlopu i móc zobaczyć ten las w wersji złocisto-rudej. Wyobrażam sobie, że jest jeszcze piękniejszy!
 
 

sobota, 23 sierpnia 2014

Kolorowe donice zamiast...

Spacer po centrum Warszawy, o którym pisałam tutaj, doprowadził mnie do placu Powstańców Warszawy, który w ostatnich tygodniach został również odświeżony. W związku z budową metra, przez długie tygodnie były tam wykopy, parkany i zawsze zbyt mały parking. Obecna, nowa wersja wygląda tak:
Można powiedzieć, że jest pewna rytmiczność: słupki, słupki z łańcuchami, latarnie, znaki drogowe, parkomaty, kolorowe samochody, kolorowe donice, tylko dlaczego nikt tu nie odpoczywa, nikt tu nie siedzi, nie ma ludzi z psami... Czy taka aranżacja zachęca do tego, aby przemknąć między samochodami, przejść między słupkami i usiąść na ławeczkach na środku betonowego placu otoczonego z każdej strony oknami ponurych budynków?
Nowoczesne ławeczki pomiędzy donicami, nie zachęcają do odpoczynku. Siedząc na nich jest się odsłoniętym, w samym środku hałasu, spalin i zgiełku miasta. A mizerna zieleń w kolorowych donicach nie zmienia tego wrażenia.
Oczywiście, można powiedzieć, że lepsze takie kolorowe donice z krzewami i pelargoniami bluszczolistnymi niż nic. Pamiętam jednak, że jeszcze kilka lat temu wzdłuż fasady banku rosły topole włoskie, a centralny parking okalały lipy. Wiem, że drzewa w środku miasta cierpią, wiem, że usychają. Ale wiem też, że zarówno mieszkańcy jak i przechodnie potrzebują ławeczek, skwerów czy ładnych kwietników.
Publikowane kilka lat temu plany rewitalizacji placu zakładały powrót do wersji przedwojennej, w której zamiast parkingu był zielony skwer z dużymi drzewami, co widać m.in na pocztówkach tutaj.
Dzisiaj jest to co jest. Niezniszczalne iglaki w betonowych donicach wzdłuż banku i krzewy w kolorowych donicach na parkingu.
Może dobrze, że sąsiednie budynki to biurowce, a mieszkańcy tych troszkę dalszych mają odrobinę zieleni na podwórkach i skwerach zachowanych między domami.
 
 

czwartek, 21 sierpnia 2014

Nawłoć i dzielżan w wielkim mieście...

Niekiedy trzeba załatwiać sprawy urzędowe w centrum miasta. Niekiedy zajmuje to dużo czasu i wymaga wielkich pokładów cierpliwości. Niekiedy nabiera się ochoty aby odpocząć choć chwilę do tej bieganiny. Wtedy pojawia się myśl: gdzie w centrum Warszawy można usiąść wśród bujnej zieleni? Co powiecie na takie miejsce?
Cudowna, pełna kolorów i faktur dzika rabata jesienna! Jest taka jak lubię najbardziej: nieokiełznana, wymieszana, poprzerastana i bardzo bujna.
Trudno zidentyfikować pojedyncze nasadzenia, które przenikają się, a nawet niekiedy znikają w gąszczu sąsiednich roślin.
Wśród gąszczu roślin zauważam jeżówki, dzielżany, nawłocie, gdzieniegdzie kończą kwitnienie łubiny i liliowce.

Bardzo ciekawym dodatkiem jest rodgresja, która poza wielkimi liśćmi przypominającymi liście kasztanowca ma tez ciekawe bordowe kwiatostany. Pomiędzy roślinami kwitnącymi, posadzono także wiele traw, turzyc, szare bylice, niewielkie i bezobsługowe krzewy.
Białe, delikatne kwiatostany astrów kontrastują tutaj z wysokimi świecznikami przekwitającej dziewanny. Jak widać, skwer z każdej strony otoczony jest przez ciasną zabudowę centrum Warszawy.
Niesamowite jest takie zestawienie: ogrodu jesiennego, łąkowo-preriowego z nowoczesnymi szklanymi budynkami i rewaloryzowaną zabudową małych uliczek wokół placu Grzybowskiego.
 Skwer przylega też do terenu kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych. mieszkając czy pracując w centrum miasta, mogłabym mieć taki ogród przed domem...
Opisywany ogród czy raczej skwer był przedmiotem wielu dyskusji, rozważano czy dobrze spełnia swoją funkcję miejsca odpoczynku, relaksu dla Warszawiaków. Na kilku blogach opisano też jego genezę i odsłony w różnych porach roku (jak Jola czyli Ogrodniczka w podróży, Ogrodnik Tomek, Ogrodowa Aura czy Ogród w Centrum). Pomimo początkowych sporów, wydaje się, że trudno znaleźć osoby niezadowolone z obecnej formy tego skweru.
Wystarczy samemu spróbować odwiedzić to miejsce w środku dnia lub wieczorem, pobyć tutaj wśród kwiatów i owadów, odpocząć od zgiełku miasta, które jest tuż, tuż...

A kwitnące dzielżany i nawłocie mówią nam, o nadchodzącej powoli jesieni...
Miejsce: plac Grzybowskich, Warszawa
Realizacja: pracownia Pleneria, rok 2010.
A o kolejnych warszawskich skwerach już wkrótce...